opowiadania erotyczne
opowiadania erotyczne
Home * Wykup abonament * Skontaktuj się *
opowiadania erotyczne, fantazje erotyczne erotyczne opowiadania, fantazje erotyczne
osób online: 1
1836 opowiadań w serwisie
OPOWIADANIA EROTYCZNE - najwyżej oceniane / najnowsze / najrzadziej oceniane | Dodaj opowiadanie
.
opowiadania erotyczne, fantazje erotyczne
 Zadanie specjalne
Pierwszy klient tego dnia był jednocześnie pierwszym od miesiąca. Moje małe biuro detektywistyczne przy Foxtrott chyliło się ku upadkowi. Nie odwiedzali mnie nawet zdradzani małżonkowie ze zleceniami na fotografowanie występnych żon w ramionach tanich żigolaków. Nie miałem już tego kopa, co dziesięć, piętnaście lat temu. Sflaczałem. Pięćdziesiątka na karku zrobiła swoje i czułem, dostrzegając to z rozpaczą, że dzień nie rozpoczęty szklaneczką bourbona należał do straconych, a po południu czekał na mnie tylko upiorny koszmar kaca. Piłem za dużo, lecz myśl, że mogę w każdej chwili wrócić do normy, odsuwała wizję ostatecznego upadku. Oszukiwałem się, ale byłem zbyt słaby, żeby podjąć wysiłek walki.
Klient był dystyngowanym mężczyzną, chyba w moim wieku. Zaskoczyła mnie jego poważna twarz, elegancki, skrojony na miarę garnitur, wyraz oczu oraz uśmiech, w którym wyczuwało się zażenowanie. Pasował do tego miejsca, jak Order Imperium do ulicznego kibla.
— Francis Rovandale — przedstawił się, sadowiąc na krześle z wytartą tapicerką. — Pan jest tym detektywem ?
— Tym ? — powtórzyłem splatając dłonie na blacie biurka.
Przywołał grzeczny, przepraszający grymas.
— Pan John Fickland. Czyż nie tak ?
— Zgadza się.
Wyczułem, że przyszedł z jakąś cholerną sprawą, bo wiercił się na twardym krześle i najwyraźniej nie potrafił rozpocząć właściwego wątku. Gadaliśmy o tym i tamtym, o koniunkturze w robocie detektywistycznej, nawet o pogodzie. O wszystkim, tylko nie o tym po co tu przyszedł. Czego mógł chcieć taki gość od dupka takiego jak ja? By przerwać ten męczący prolog spojrzałem na zegarek, a potem na aparat telefoniczny, który za dwa dni obiecano mi wyłączyć z powodu zaległości w opłatach.
— Cóż...tak. Pan oczywiście chciałby wiedzieć, co sprowadza mnie do pańskiego biura. To jasne, to jasne — mamrotał pod nosem, jak gdyby nie dostrzegając mojej obecności. Wreszcie wyprostował się na krześle i zaczerpnął powietrza.
— Otóż, panie Fickland, mam córkę. Córkę, która właśnie skończyła osiemnaście lat. Wczoraj były jej urodziny.
No tak ! Mogłem się tego spodziewać. Marnie płatna robota, polegająca na lataniu po dyskotekach i wypatrywaniu, czy siksa nie pakuje sobie w kanał. Dwa, może trzy dni pracy. Nędzna harówa, nędzne grosze. Cholera ! Miałem prawo spodziewać się czegoś więcej po facecie w takim garniturze.
— Będę szczery, choć nie jest to dla mnie łatwe — ciągnął Rovandale. — Córka oglądała pana kiedyś w programach „Gwiazdy inwigilacji”...
Nie mogłem powstrzymać wybuchu śmiechu.
— Daruje pan — mówiłem chichocząc — ale to było dziesięć lat temu i pańska córka miała wtedy osiem lat. Cóż mogła zrozumieć z tamtych programów ? Nie omawiałem przed kamerą okoliczności zabójstwa Kaczora Donalda.
Pozwolił, abym nacieszył się do woli. Zapalił papierosa. Wonny dym podrażnił moje nozdrza. Umilkłem.
— Chodzi o to, panie Fickland, że Kate jest jeszcze dziewicą. Przyzna pan, że to rzadkość w tych czasach. Chciałbym więc, aby pan...
— ...chronił jej cnoty — dokończyłem przerywając mu niegrzecznie. — Mam ją obserwować w dzień i w nocy i nie dopuścić do przypadkowego zbliżenia. To będzie, według cennika, po pięćdziesiąt zielonych za dobę. Połowa od razu, połowa po wykonaniu zadania.
Francis Rovandale słuchał mnie z wyraźnym rozczarowaniem i rosnącym niesmakiem.
— Myli się pan — rzekł wreszcie. — Pańskie zadanie będzie polegało na czymś zupełnie innym. Kate pragnie, aby to pan był jej pierwszym mężczyzną. Takie jest życzenie mojej córki. I choć przyznaję, że z najwyższym trudem wyobrażam sobie pana u jej boku – choćby przez kwadrans – to nie potrafię nic na to poradzić. Zagroziła, że odbierze sobie życie jeśli nie doprowadzę do spotkania z panem. Sama wstydzi się zadzwonić.
Gdyby nie to, że widziałem już w życiu niejedno i potrafię jeszcze opanować się w najbardziej dziwacznych sytuacjach – dystyngowany pan miałby szansę usłyszeć, jaki odgłos wydaje dolna szczęka uderzająca o blat biurka. Krótko mówiąc : oniemiałem.
— Nie pomogły wizyty o psychoterapeutów i podróże po świecie — kontynuował Rovandale z wyrazem rezygnacji na twarzy. — Ona chce pana. Zgromadziła w albumie pańskie zdjęcia powycinane z gazet. Bardzo stare zdjęcia z bardzo starych gazet — dodał ze złośliwą satysfakcją. — Odtrąca zabiegających o jej zainteresowanie chłopców. Doszło do tego, że kilka razy śledziła pana na ulicy. To nieuleczalna choroba i szaleństwo, które, jak sądzę, tylko pan mógłby przerwać. Nalegam więc na spotkanie i zachowuję resztkę wiary, że rzeczywistość obróci w pył te dziecinne fantasmagorie, a więc nie będzie pan musiał wykazywać się jako mężczyzna. Myśl, że jednak mogłoby dojść do podobnej próby doprowadza mnie do obłędu — z pasją zdusił niedopałek w popielniczce. — Jestem tu nie z własnej woli — rzekł odzyskując dawną wyniosłość. — Jakiego spodziewa się pan honorarium ?
Dziki nonsens tej sytuacji i obraźliwa przemowa Rovandale’a spowodowały, że ogarnęła mnie wściekłość. Ostentacyjnie nalałem sobie pełną szklaneczkę bourbona, opróżniłem ją jednym haustem i skoncentrowałem się na postaci pod drugiej stronie biurka.
— To z czym pan do mnie przychodzi jest gorsze niż robota sutenera z portowej dzielnicy — powiedziałem powoli cedząc słowa. — Nie obchodzi mnie, czego życzy sobie pańska rozhisteryzowana córka. Mam w dupie, rozumie pan, w dupie mam jej problem z defloracją ! — cisnąłem na biurko książkę telefoniczną. — Tu znajdzie pan ze dwie setki numerów biur wynajmujących młodych, jurnych byczków do roboty, którą pan mi proponuje. Jestem detektywem, panie Rovandale. Wykonuję zawód. Często paskudny zawód, ale jednak daleki od profesji męskiej kurwy.
Francis Rovandale siedział blady na brzegu krzesła i raz po raz zaciskał szczęki. Miałem zamiar go wykończyć, mówiłem więc dalej.
— Pan mnie obraził. Wielokrotnie obraził. Pal pan gromnicę, że wyjdziesz stąd z całą twarzą. Teraz żegnam i mam nadzieję więcej się nie spotkać. Chorej córce proszę przekazać wyrazy współczucia. Tu jest moja wizytówka — rzuciłem mu pożółkły kartonik. — Jeśli panienka poczuje się gorzej niech zadzwoni. Poradzę jej, jaki rozmiar świecy będzie najlepszy.
— Panie Fickland ! — ryknął Rovandale, zrywając się na nogi.
Wyszarpnąłem z szuflady swojego starego lugera i przechylając się przez blat przystawiłem mężczyźnie lufę do czoła.
— Spierdalaj — szepnąłem aksamitnym głosem. — Liczę do trzech.
*
Gdy krótko przed północą wróciłem do domu, byłem na tyle pijany, że gwarantowało mi to sen przynajmniej do siódmej rano. Na początek kolejnego dnia miałem nową butelkę bourbona. Niczego więcej nie potrzebowałem i myślałem tylko o tym, jak przeżyć najbliższą dobę.
Idąc do łazienki odruchowo spojrzałem na wyświetlacz automatycznej sekretarki. Bez nadziei, że ktoś zapragnął do mnie zadzwonić, bo już od miesięcy nie odzywali się nawet starzy kumple.
Nie byłem aż tak nieprzytomny, by nie dostrzec, że sześćdziesięciominutowa kaseta została nagrana do ostatniej sekundy. Pomyślałem, że ktoś pomylił numery, a w starej centrali zablokowały się wybieraki i mam na taśmie godzinne nagranie telefonicznego sygnału. Nacisnąłem klawisz przewijania i omal nie raził mnie grom, gdy głowica odczytu wychwyciła trajkot nagrania. Walcząc ze sobą nie włączyłem kasety od razu, tylko poczekałem aż przewinie się do końca. Czyjś głos mówił bez przerwy na przyspieszonych obrotach. Automat zastopował taśmę na rozbiegówce i włączył odczyt. Czekałem w napięciu.
— Halo ! Co za głupia sytuacja...Czy to mieszkanie pana Ficklanda ? Pana Johna Ficklanda – detektywa ?
Głos należał do młodej kobiety, która nie potrafiła ukryć emocji, o czym dobitnie świadczyła lekka chrypka. Próbowała przezwyciężyć ją nerwowym odchrząkiwaniem.
— Mówi Kate Rovandale. Mój ojciec zdaje się obraził pana. O rany, co to za idiotyczne uczucie mówić do automatu. Więc ojciec był u pana i czegoś naopowiadał, a tymczasem jest zupełnie inaczej, nie tak. Ma pan chwilę, żeby mnie wysłuchać ? Mam nadzieję, że tak.
— Nie mylisz się — mruknąłem do siebie i zatrzymałem taśmę, by nalać sobie alkoholu do szklanki. Zapadłem w fotel i sącząc trunek wsłuchałem się w głos Kate Rovandale.
— Uciekłam z domu, panie Fickland, i siedzę teraz na czterdziestym piętrze hotelu „Astoria”. Jestem tu sama i myślę o panu. Ja całe życie tylko o panu myślałam. Wiem, że to głupie, ale zakochałam się w panu już dawno. Proszę się nie śmiać. Nie bawię się już lalkami, wczoraj skończyłam osiemnaście lat i teraz mam prawo decydować o sobie. Moje życie... Nie, to wprost nie do wytrzymania tak mówić do ściany.
Sygnał przerywający połączenie. Łyknąłem bourbona. Znowu głos dziewczyny.
— Leżę teraz na czerwonej, pluszowej kanapie i mam na sobie odświętną sukienkę z balu urodzinowego. Niech pan się rozluźni, panie Fickland. Wszyscy mi mówią, że moje nogi są bardzo zgrabne i długie. W tej chwili podciągnęłam sukienkę i przesuwam opuszkami palców wzdłuż wewnętrznej strony uda. To pan mnie dotyka. Czuje pan, jakie mam gładkie ciało ? Właśnie pokryło się gęsią skórką pod dotknięciem pańskich palców. Uda osiemnastolatki są wprost fantastyczne. Bardzo delikatne, świeże, napięte. Dotyka ich pan wargami, pieści językiem. Och, cudownie pan to robi. Proszę wciągnąć zapach. Rozchyliłam już nogi i trochę zwilgotniałam w środku. Chłonie pan woń mojego podniecenia. Powoli, powoli, panie Fickland. Może chciałby pan zacząć od moich stóp ? Specjalnie dla pana spędziłam kilka godzin u najlepszych kosmetyczek. Mam małe stopy, a to podobno bardzo podniecające. Chce pan zobaczyć, jakiego używam lakieru ? Proszę tylko powoli zdjąć moje sandałki. Normalnie nie noszę butów na tak wysokich obcasach, ale dla pana... A może zostawimy je ? Mógłby pan obserwować w lustrze jak obejmuję pana biodra nogami i krzyżuję stopy na pańskich pośladkach. Zgrabne, białe szpileczki opierają się o owłosione ciało mężczyzny. Wsuwam jeden z obcasów w rowek pana pupy. Przyjemny, podniecający dotyk chłodnej skóry. Mała dziewczynka pragnie pana podniecać.
To prawda, że jestem jeszcze dziewicą, ale robiłam już wszystko i znam się na wszystkim. Wczoraj, w czasie balu urodzinowego, zamknęłam się w łazience z Jackiem Simpsonem. Słyszał pan o nim ? To syn obrzydliwie bogatego Simpsona od importu kawy. Jack ma dwadzieścia cztery lata. Dobrałam się do jego ptaka i ciągnęłam go powoli przez kwadrans. Myślałam przy tym o panu. Jack był nieprzytomny z rozkoszy, błagał mnie, żebym nie przestawała, mówił, że robię to najlepiej ze wszystkich dziewczyn jakie zna
To nie proste obciąganie, panie Fickland. Najpierw długo ocieram się biustem i twarzą o pańskie krocze. Wywąchuję siusiaka przez spodnie, nasłuchuję jak powstaje, rozpierając się w slipach, jak pnie się w górę napinając materiał. Wodzę palcami wzdłuż rosnącego kształtu, ustami wpompowuję w pana spodnie gorące powietrze. Ciepło i błogość rozlewają się, jak po wytrysku. Ale do tego jeszcze daleko. Wysuwam język. Gibki, zwinny, różowy jak płatek kwiatu, wilgotny od śliny. Mam białe, równe zęby i obejmując pańskiego penisa przez spodnie chwytam go lekko zębami. Poruszam trochę głową w górę i w dół, żeby pobudzić ptaka do wyższego lotu. Jestem blondynką, panie Fickland, i jeśli pan chce mogę rozpuścić włosy. Teraz są upięte w długi warkocz, który sięga do pasa. Czy to nie wspaniałe, że młoda dziewczyna klęczy przed panem na dywanie i przełykając ślinę z pożądania obrabia pańskiego kutasa ? Celowo odwlekam chwilę, w której go zobaczę. Niech to trwa jak najdłużej. Wsuwam miękką kitkę z końca mojego warkocza za pasek pana spodni. Proszę trochę wciągnąć brzuch i pomóc mi trafić za gumkę slipek. Połaskoczę pana włosami w czubek fiuta. Mam wolną jedną rękę, więc rozepnę ostrożnie rozporek w spodniach i wsunę tam chłodną dłoń. Przyjemnie poczuć szczupłe, wypielęgnowane palce na gorącej skórze ud.
Całuję pański brzuch, a drugą ręką przesuwam jądra w pana mosznie. Bawię się twardymi kulami, jak dziecko. Za chwilę ściągnę slipy z wielkiego detektywa i szeroko rozchylając wargi włożę sobie pańskie bile do ust. To niesamowite uczucie, kiedy przesuwam czubkiem języka po owłosionym worku. Czy pan też czuje się cudownie ? Dziewczyna ssie pana jaja i prosi, żeby mogła to robić każdego dnia. Będzie się pan budził, czując moje wargi na swoim członku i zasypiał, podczas gdy ja nie wypuszczę go z ust. Po pracy, zmęczony, wraca pan do domu, zjada pyszny obiad, a na deser Kate Rovandale wczołguje się pod stół, prosi, żeby zechciał pan rozstawić nogi i drżąc z podniecenia wysupłuje penisa z majtek. Liżę go, jak najlepszego loda, wysysam całą wilgoć z małej dziurki na czubku różowej główki. Pracuję wytrwale, błagając o porcję bitej śmietany. Czy pan wie jak to jest, kiedy starzejący się mężczyzna oblewa swoją spermą twarz niewinnej dziewczyny ? Kiedy widzi, jak jego biały sok spływa po jej zaróżowionych odrobinę ze wstydu policzkach ? Sperma skleja jej wargi, mętną błoną pokrywa zęby i ścieka pod język. Połykam nasienie ze smakiem, z wielkim apetytem. Wciągam do przełyku lekko gorzkie, śliskie pasma i wyobrażam sobie, jak miliony drobnych stworków z ogonkami kłębią się jeszcze na moich dziąsłach i języku. Wprost czuję ich mrowienie...
Kelner przyniósł zamówionego szampana. Pozwoli pan, że na chwilę przerwę.
Sygnał, chwila nieznośnej ciszy i znów głos Kate Rovandale.
— Jestem już trochę wstawiona, mój ty niedostępny detektywie. Leniwie ściągam z siebie czarne majteczki. Wącham je teraz. Chciałby pan poczuć ich zapach ? Zawiesiłam figi na obcasie sandałka i wysoko podniosłam nogi. Czuję, że coś wilgotnego spływa po moich udach i coraz trudniej zapanować nad podnieceniem. Powoli wsuwam serdeczny palec do cipki. Jest gorąca, miękka i cała pokryta kędzierzawymi włoskami. Teraz skubie je pan wargami, rozchyla językiem stulone płatki. Och, cudownie... Jak wspaniale... Niech pan nie przestaje. Proszę ! Błagam ! Otwieram się i ciągnę pana w czerwoną ciemność. Proszę rozpiąć mi staniczek. Piersi nie są duże, mieszczą się w męskich dłoniach. Twarde, wyprężone sutki łaskoczą pana ręce, rozswędzają je. Po jednej bierze pan do ust. Mmmm... Co za rozkosz.
Zrobię szpagat na pańskiej twarzy, ale na razie sama muszę się zaspokoić. Wstałam i ocieram się cipką o drewniany balasek przy łóżku. To bardzo przyjemne. Nie jest za gruby, więc gdybym spróbowała nabić się na gładko wytoczoną główkę... Proszę poczekać... Aaaa... dobrze... Powoli... nie za głęboko... Sssss... Już ! Jest w środku tylko troszeczkę, oparł się o błonę, wybrzuszył ją chyba. Gdybym pchnęła nieco mocniej mogłoby zaboleć i nie zostałoby nic dla pana.
Bardzo ostrożnie zaczynam kręcić biodrami. To mnie wspaniale wypełnia i drażni łechtaczkę. Raz... dwa... pomału... trzy... cztery. Och, panie Fickland, pięć... sześć... Cudownie ! Jeszcze, jeszcze ! Pański fiut pasuje jak ulał. Nie... ach... proszę wolniej, bardziej delikatnie... aaaa... aaaa..., o tak... Nie utrzymam już dłużej słuchawki, wyślizguje mi się z ręki... Cudownie... bosko... proszę nie przestawać... aaa... aaaa. Będę li... ach... liczyła... Siedem... osiem... Jestem już blisko... Pięknie... achchchch... och ! Tak, tak, tak ! Mo... Mooooocniej !...
Zerwałem się z fotela, wychlapując resztkę bourbona ze szklanki.
— Stój ! — ryknąłem do bezdusznego aparatu, z którego wydobywały się coraz głośniejsze jęki rozkoszy Kate Rovandale. — Przebijesz ją ! Dziewczyno !
Z wypełnionymi bólem jądrami nakręciłem numer hotelu „Astoria”.
— Z apartamentem panny Kate Rovandale — rzuciłem do słuchawki, gdy zgłosiła się telefonistka z centrali.
— Proszę czekać.
Długi sygnał po tamtej stronie linii przeszedł nagle w cienki, piskliwy ton.
— Apartament Kate Rovandale...
— Halo ! Dziewczyno... Posłuchaj !...
— Chwilowo nie ma mnie w pokoju, ale wiedziałam, że zadzwonisz. Ciekawe, czy udało ci się wysłuchać taśmy do końca. Nie obawiaj się jednak. Wciąż jestem dziewicą. Dla ciebie. Przyjedź tu, jeśli możesz, mój detektywie. Rozpinam ci rozporek i całuję prosto w fiuta. Pokój czterysta jedenaście. Jedź windą. Nie połam nóg na schodach. Pa !
Chwyciłem butelkę bourbona i dopinając w biegu płaszcz wypadłem na mroczną ulicę. Zza rogu po chwili wypłynęła żółta taksówka. Przystanęła obok i kierowca otworzył drzwi.
— Czekam od trzydziestu minut — mruknął niechętnie.
— Czeka pan ? — pomyślałem, że to sen.
Murzyn zerknął na bloczek przytwierdzony do przedniej szyby.
— Pan Fickland ?
— To ja.
— Miss Kate Rovandale kazała mi przyjechać po pana. Proszę wsiadać. Nie czuje pan zimna ?
*
O drugiej w nocy w głównym hallu „Astorii” było niewielu hotelowych gości. Boy rozparty w fotelu pod wielkim filarem ziewał rozdzierająco, dwaj pochłonięci cichą rozmową recepcjoniści nie zauważyli nawet, że przebiegłem obok z rozwianymi połami płaszcza i wpadłem w otwarte drzwi szybkobieżnej windy. Jadąc na czterdzieste piętro byłem niemal pewny, że osiemnastoletnia Kate Rovandale dokonała już aktu defloracji i mój pośpiech nie zdał się na nic. Zastanę ją sflaczałą, ze śladami jasnoczerwonej krwi na sukience lub spódniczce. Będzie zniechęcona, może nawet rozdrażniona i opryskliwa.
W uszach wciąż dźwięczały mi jej przeciągłe westchnienia, przyśpieszony oddech, który pomimo odległości odmierzonej paroma kilometrami telefonicznego kabla, parzył policzki. Nigdy dotąd nie zaznałem słodkiej tajemnicy obcowania z dziewicą, nigdy dotąd żadna z nich nie zaoferowała mi swojego ciała i niewinności – do tego w tak wyzywający, a zarazem czuły i kusicielski sposób. Obrazy składające się z szokujących barwą i wyrazistością scen dzikiej orgii z Kate Rovandale skakały mi przed oczami, czułem przypływ wznoszącej się wysoko fali potężnego, atawistycznego pożądania. Ja, pięćdziesięcioletni niemal mężczyzna, skonstatowałem – gdzieś między dwudziestym a trzydziestym piętrem – że czubek mojego penisa pokrył się lepkim śluzem, że gdybym wsadził rękę w spodnie i potarł mocniej wyprężonego, gotowego do lotu ptaka, zapewne spuściłbym się w slipy, jak smarkacz.
Zanim winda zahamowała łagodnie, a światełka w okienkach licznika dopełzły leniwie do cyfry czterdzieści, wziąłem solidny łyk bourbona z flaszki, którą ukryłem w obszernej kieszeni płaszcza wychodząc z domu. Nie wiedziałem czy jestem bardziej pijany, czy też może tylko skrajnie podniecony. Pragnąłem Kate Rovandale, tej ekskluzywnej córeczki bogatego snoba, choć znałem tylko jej głos, a to, co ewentualnie miało się wydarzyć było jedynie mglistym, niejasnym przeczuciem. Serce waliło mi jak młotem, czułem też lekki wstyd, że szczytująca w słuchawkę nastolatka doprowadziła mnie do takiego stanu. Detektyw John Fickland, stary wyjadacz, loser i życiowy rozbitek, pędził w środku nocy do napalonej małolaty. Tylko dlatego, że zapragnęła, aby to właśnie on przebił jej błonę. Kurwa mać ! John ! Co się z tobą dzieje ?!
Drzwi opatrzone mosiężnym numerem czterysta jedenaście nie różniły się niczym od kilkunastu innych po obu stronach wyłożonego miękkim, puszystym chodnikiem korytarza. Poczekałem aż zasuną się drzwi windy i kabina ruszy w dół. Była to wystarczająca ilość czasu, by opanować galopujące serce. Znowu zapragnąłem pociągnąć z flaszki, lecz myśl, że dziewczyna mogłaby uznać mnie za pijanego gbura powstrzymała zagłębiającą się w kieszeni rękę.
Przyłożyłem ucho do zimnej powierzchni drzwi i wstrzymałem oddech. Z wnętrza nie dobiegł najlżejszy szmer, lecz była to dziwna, pełna napięcia cisza. Ostrożnie zgiąłem wskazujący palec i lekko zastukałem.
Sześć, siedem sekund... Cichy odgłos stłumionych kroków po tamtej stronie drzwi. Zawahała się, nie była pewna, czy ktoś rzeczywiście pukał. Czułem, że stoi całkiem blisko - może o pół metra, może bliżej.
— Kto tam ?
Głos niski, miękki, lekko schrypnięty. Ale inny ! Jakże inny niż ten, który szeptał mi ze słuchawki podniecające szczegóły. Czyżbym pomylił drzwi ?
— Kate ? — zapytałem niepewnie. — Miss Kate Rovandale ?
Hurkot łańcucha, szczęk zamka. Jej drobna, niewysoka postać odcinała się ostro na tle prostokąta światła wlewającego się z pokoju do ciemnego korytarza apartamentu. Zanim objąłem ją pierwszym spojrzeniem uderzył mnie zapach. Świeży, podkreślony delikatną wonią perfum zapach ciała młodej kobiety, zapach rozkwitającego krzewu jaśminu. Powiew wiosny.
— Jednak... — przełknęła głośno ślinę. — Jednak pan przyszedł.
Ten głos ! To na pewno nie był jej głos !
— Kate Rovandale — mruknąłem szorstko, chcąc pokryć w ten sposób zdumienie — dlaczego mnie oszukałaś ? Nie dzwoniłaś dziś do mnie, więc kto...
— Proszę... Wszystko wytłumaczę — odsunęła się na bok i purpurowy rumieniec wstydu wpłynął na jej policzki.
Wszedłem, zamknąłem za sobą drzwi i sięgnąłem po papierosa. Oparłem się o ścianę i patrzyłem na dziewczynę. Unikała mojego spojrzenia, jak nagle wyrwana do odpowiedzi uczennica.
— Czy pan... — znów zająknęła się, spuszczając oczy. — Czy pan się gniewa ?
Do diabła ! Coś nie pozwalało mi odzyskać pewności siebie. Coś nie pasowało do niesamowitej układanki. Chciałem się szybko napić, zaschło mi w ustach.
— Jest druga w nocy — powiedziałem. — W porządku, dziewczyno. Dajmy na to, że przywykłem nie sypiać w normalnej porze. To bez znaczenia. Sam nie wiem, dlaczego tu przyjechałem. Twój ojciec nagadał mi bredni. Kupuję to wszystko, bo świat już dawno zwariował. Ale nie próbuj mnie nabierać. Chcesz, to pogadamy sobie ładnie o tym i owym. Nie tknę cię palcem. Najlepiej od razu zamówię taksówkę. Powiedz mi przedtem, kto do mnie dzwonił.
— Namówiłam koleżankę — wyszeptała niemal na granicy płaczu.
— Jezu ! Po co ją namówiłaś ?
— Chciałam, żeby pana... żeby pana...
— Podnieciła ?
— Tak.
— Jak myślisz : udało się ?
— Nie wiem.
Westchnąłem cicho i pstryknąłem zapalniczką. Dym z gauloisa podrażnił moje gardło.
— Bien. Możemy wejść i porozmawiać ?
Skinęła głową i puściła mnie przodem.
Gdy usiedliśmy już naprzeciw siebie w głębokich, przyjaźnie miękkich fotelach, mogłem dokładnie przyjrzeć się Kate Rovandale. Miała na sobie białą minispódniczkę, krótką kamizelkę w morelowym odcieniu, nieco za obszerną bluzkę, której kołnierz podtrzymywała niedbale zawiązana apaszka. Na fantastycznie długie, zgrabne nogi założyła przezroczyste, delikatne jak mgiełka rajstopy. Staromodne szpilki na jej małych stopach absolutnie nie pasowały do młodzieżowego nastroju i stylu pozostałych części garderoby, ale jednocześnie stanowiły podniecający szczegół. Założyła nogę na nogę i spódniczka podjechała tak wysoko, że bez trudu mogłem przyglądać się udom dziewczyny. Smukłe, o nienagannych liniach, prowokowały wręcz, by pieścić je nieskończenie długo. Kasztanowe włosy obcięła zgodnie z obowiązującą modą - na pazia. Postrzępiona grzywka opadała na jej czoło. Kolejny, celny dysonans. Małe dłonie o szczupłych palcach, błysk srebrzystego lakieru na paznokciach. Dyskretna uroda panienki z dobrego domu. Dziewczyna, ale w każdym calu kobieta. Kobieta, lecz niemal sto procent dziecka. Melanż naturalny i niebezpieczny, jak nitrogliceryna. Ani śladu prowokacji i zarazem prowokacja totalna.
Posłała mi długie spojrzenie. Dostrzegalna z oddali zieleń tęczówek kontrastowała z rumieńcami pokrywającymi policzki dziewczyny. Ona naprawdę była zawstydzona i zażenowana.
Nic bardziej ekscytującego nie mogło mi się przytrafić przez najbliższe dziesięć lat. Kate Rovandale, mała kobietka, która wstydzi się zacząć rozmowę o pierdoleniu. Kto wie, może nawet w ogóle nie słyszała jeszcze brzydkich słów ? Trzeba będzie pójść do łazienki, porządnie wyszorować zęby i przepłukać gardło odświeżającym płynem. Wszystko po to, żeby wrócić do niej, pochylić się i szepnąć do ucha miękko, przewrotnie i łagodnie : — Obciągnij mi druta, słodka dziewczynko.
— Gniewa się pan ?
Idiotyczne pytanie. Jak mógłbym się na nią gniewać ? Co lepszego miałem do roboty w środku nocy ? Upić się. To wszystko.
— Kate, odpowiedz mi na jedno pytanie. Ale szczerze. Możesz ?
Skwapliwie kiwnęła głową.
— Czego ode mnie oczekujesz ?
Zacisnęła palce na oparciach fotela i szybko przejechała językiem po wargach. Nie z podniecenia, lecz z przejęcia. Znowu ufne, długie spojrzenie.
— Trochę się wstydzę powiedzieć — zaczęła, ale nagle zebrała w sobie całą odwagę. — Chcę się kochać. To znaczy... z panem — poderwała się z fotela. — Przepraszam — wykrztusiła. Jej policzki płonęły. — Muszę na chwilę wyjść.
— Dokąd ?
— Do toalety.
Wstałem i wziąłem ją za rękę. Bez oporu poszła za mną do wielkiej łazienki, której ściany pokryte były kafelkami w kolorze morskiej wody. Wciąż miałem na sobie płaszcz obciążony wpół opróżnioną butelką bourbona tkwiącą w kieszeni. Przycisnąłem dziewczynę do chłodnej ściany, podniosłem jej ręce i oparłem o śliską taflę lustra. Była niska, sięgała mi do połowy piersi. Przywarłem do szczupłego, drobnego ciała, aby mogła poczuć na swym brzuchu mojego wyprężonego członka. Przytuliła się do mnie, lekko rozchyliła nogi. Z zamkniętymi oczami czekała aż ją pocałuję. Białe, równe zęby między nabiegłymi krwią wargami. Opuściłem rękę i wsunąłem w jej usta środkowy palec. Gorący, wilgotny od śliny język Kate zadrżał lekko, gdy poskrobałem go paznokciem. Badałem jej dziąsła i aksamitne podniebienie - ciepłe, rozkosznie delikatne, jak wnętrze nagrzanej słońcem brzoskwini.
— Nie ruszaj się — powiedziałem i pozostawiłem ją na chwilę. Posłusznie stała pod ścianą z podniesionymi rękami. Szybki oddech unosił jej zaskakująco ciężkie, dorodne piersi, biust dojrzałej kobiety. Twarde, sterczące ostro sutki niemal przebijały staniczek i bluzkę.
Sięgnąłem do kieszeni płaszcza, odkręciłem butelkę bourbona i wsunąłem szyjkę między wargi dziewczyny.
— Wstrzymaj oddech — powiedziałem. — Trochę zapiecze.
Po pierwszym łyku otworzyła szeroko oczy. W parę sekund nabiegły łzami. W odruchu obrony chciała odepchnąć moje ręce, lecz nie uczyniła tego i przełknęła kolejną porcję alkoholu. Odkręciłem kran, nalałem wody do plastikowego kubka, który stał na brzegu umywalki. Popiła łapczywie, przeszył ją nagły dreszcz. Podałem jej butelkę.
— Nie chcę ! — prychnęła z odrazą.
— Zaufaj mi. To ci pomoże.
Walcząc z sobą wypiła jeszcze trzy łyki i chwyciła kubek z wodą.
Wróciliśmy do pokoju. Rozlałem resztę trunku do szklanek, zmieszałem z colą.
— Spróbuj teraz.
Wychyliła wszystko duszkiem i zmęczona opadła na fotel. Bourbon zaczął działać w mgnieniu oka. Utkwiła we mnie błyszczący z podniecenia wzrok.
— John Fickland — powiedziała. — To ty ?
— We własnej osobie — parsknąłem śmiechem. Odpowiedziała mi podobnie. Śmiejąc się oparła głowę na ręce i włosy spłynęły kasztanową kaskadą na jej ramię.
— John Fickland, detektyw ?
— To ja.
Podkurczyła nogi i ujrzałem zarys jej majteczek pod rajstopami. Splotła dłonie na kolanach, nagle spoważniała.
— Chcę ciebie, wielki detektywie.
W chwilę później wdrapała mi się na kolana i z zaskakującą wprawą zaczęła rozpinać koszulę. Siedząc wyzwoliłem się z płaszcza i marynarki. Chłodne palce Kate Rovandale dotknęły mojej piersi. Bawiła się włosami, wodziła dłonią tam i z powrotem. Pochyliłem się i musnąłem wargami jej uda. Całowałem je przez rajstopy, czując, że ciało dziewczyny przebiega dreszcz.
— Naucz mnie tego, John — szepnęła i oparła jedną stopę o podłogę, by zrobić mi dostęp do swego krocza. Wciągnąłem w nozdrza bijący stamtąd zapach - delikatny, cudownie drażniący zapach kobiecego pożądania. Wysunąłem język i przebiegłem nim wzdłuż szwów rajstop wcinających się w pachwiny Kate. Zgięła nogę w kolanie i podtrzymywała ją wolną ręką. Drugą zsunęła zamek błyskawiczny z boku spódniczki.
— Zdejmij to — poprosiła drżącym głosem.
Wsunąłem ręce pod jej pośladki i ściągnąłem z bioder dziewczyny skąpy kawałek materiału wraz z rajstopami. Zrzuciła szpilki, abym mógł wyzwolić jej nogi do końca. Bardzo ostrożnie, powoli zsuwałem w dół czarne rajstopy, całując każdy milimetr skóry na kształtnych łydkach. Kate przeciągała się jak kotka, wzdychała i mruczała z zadowolenia. Zamknąłem w dłoniach jej małe stopy i rozgrzałem je oddechem, bawiąc się palcami.
— Łaskoczesz mnie !
— Tylko trochę.
Podrapałem stopy Kate ostrym zarostem. Wyprężyła nogę i obciągnęła palce.
— John ! Proszę cię, przestań !
Schyliłem się, podniosłem z dywanu czarne sandałki i założyłem na bose stopy dziewczyny.
— Po co to robisz ? — zapytała całując mój kark.
— Bo lubię.
Wstała nagle i stanęła przede mną.
— Powiedz, czy jestem zgrabna ?
— Z przodu bez zarzutu.
— A z tyłu ? — zakręciła się, jak baletnica i stanęła w rozkroku pochylając się nieco. Jedwabne majteczki napięły się na jej krągłych pośladkach.
— Jesteś fantastyczna — powiedziałem i przyciągnąłem Kate do siebie. — Teraz pobawimy się w tatę i mamę. Znasz tę zabawę ?
— Chyba tak.
— Nie odzywaj się, zamknij oczy i czekaj.
Rozpiąłem pasek przy spodniach, zsunąłem granatowe slipy. Mój penis sterczał jak pal podtrzymujący falochron. Mokry, ze ściągniętym napletkiem, gotowy do akcji.
— Daj mi rękę — powiedziałem, a kiedy Kate sięgnęła do tyłu naprowadziłem jej palce na czubek członka. Badała go ostrożnie ze wszystkich stron, pytając raz po raz, czy nie jest zbyt obcesowa. Wreszcie poprosiła, abym pozwolił się jej odwrócić. Pozwoliłem. Uklękła pomiędzy moimi udami i wzięła fiuta w obie dłonie. Zaskoczona, znowu zarumieniona, ale pełna ciekawości i podniecenia.
— Mogę się nim trochę pobawić ?
— Jak długo zechcesz.
Zagłębiłem się w fotelu, zamknąłem oczy. Kate głaskała mojego ptaka, obracała go w palcach, zsuwała i naciągała miękką skórkę na różowy czubek. Eksplorowała śmielej i po paru chwilach dotarła do jąder. Zwinna ekspedycja jej chłodnych palców czyniła wciąż nowe odkrycia, a ja z trudem powstrzymywałem się, by nie zakończyć zabawy przed czasem. Dziewczyna doprowadzała mnie do obłędu, ale najbardziej niesamowite było to, że nie zdawała sobie z tego sprawy. Zachłanna ciekawość i rozluźniające się hamulce wstydu. Bourbon zrobił swoje, lecz Kate Rovandale nie była pijana. Lekki rausz dodał jej inwencji, wszelkie nauki okazały się zbędne.
— John ? — odezwała się, przytulając gorący policzek do mojego uda.
— Tak.
— Chciałbyś, żebym go włożyła do buzi ?
— Dziewczyno, jeśli to zrobisz nie ręczę za siebie.
— Powiesz kiedy mam przestać ?
— Najlepiej w ogóle nie zaczynaj.
— Tylko trochę, dobrze ?
Prosiła mnie, jak dziewczynka o lalkę Barbie. Jej oddech muskał ptaka, była coraz bliżej.
— Kate, nie masz litości nad starym detektywem.
— Wcale nie jesteś stary — zaprotestowała żarliwie i poczułem nagle, że aksamitna wilgoć, cudowne ciepło i błogość oblewają mego zbolałego kutasa. Kate Rovandale obracała go w ustach i ssała zapamiętale. Jej włosy pieściły moje pachwiny, gdy cofała głowę, by lizać fiuta wciąż od nowa.
— Dobrze ci, John. Prawda, że jest ci dobrze ?
— Skąd wiesz ? — odpowiedziałem pytaniem.
— Masz gęsią skórkę.
Znowu wchłonął mnie cudowny wir, miękkość i rozkosz aż do bólu. „Cóż warty jest świat – myślałem gorączkowo. – Palnąłbym sobie w łeb ze starego lugera za jeden kwadrans pieszczot osiemnastolatki „.
Chwyciłem Kate za włosy i powstrzymałem tuż przed eksplozją. Otworzyła usta, by przyjąć moje nasienie, ale nie mogłem na to pozwolić. Ułożyłem dziewczynę na dywanie i zdjąłem jej majtki. Były kompletnie przemoczone w miejscu, gdzie cienki jedwab stykał się z obrzmiałym sromem. Kate Rovandale miała małą, niebywale ciasną cipkę. Rozchyliłem ciemnowiśniowe płatki i jasna czerwień przedsionka zalśniła nagle, spływając sokiem. Miał nieco cierpki, ale zarazem słodki smak. Wkręciłem język w skurczoną dziurkę i obróciłem nim kilka razy. Kate westchnęła i spazmatycznie wciągnęła powietrze. Kciukiem pomasowałem jej maleńką łechtaczkę. Stwardniała pod opuszkami moich palców. Poczułem, że dziewczyna przyciąga mnie do siebie, chwyta za ramiona.
— Zrób to, John ! Och, proszę cię ! Zrób to zaraz.
Zerwałem z niej bluzkę, porwałem delikatny staniczek. Ująłem w dłonie bujne piersi nastolatki i zacząłem ssać jej sutki. Objęła mnie nogami. Zimny dotyk skóry czarnych szpilek na moich pośladkach. Lekko nacisnęła je obcasami, spinając jak ostrogami.
Wsunąłem się do środka niby po zalanej gorącym miodem zjeżdżalni. Tylko na milisekundę zatrzymała mnie sprężysta przeszkoda dziewictwa Kate Rovandale.
Krzyknęła i prężąc się wbiła mi palce w plecy. Krótkie paznokcie nawet nie zadrapały skóry. Byłem w centrum rozkoszy, cały świat zmieścił się w ciasnej, ledwo rozprawiczonej cipce małej Kate.
— John, John... Nie przestawaj !
Całowała moje sutki, lekko ściskała je zębami i łzy jak groch toczyły się po jej policzkach.
— Jeszcze, jeszcze ! Proszę cię ! Jeszcze trochę !
Nie chciałem tego, lecz walka wyczerpywała mnie powoli. Liczyłem pchnięcia, aby przedłużyć jej rozkosz i zarazem powstrzymać swoją. Kate rozrzuciła nogi i rozluźniała się coraz bardziej. Miałem wrażenie, że jej srom poddaje się wciąż głębiej.
Przeciągły krzyk, jak gdyby skowyt albo długi szloch, wstrząsnął szczupłym ciałem dziewczyny. Wyszarpnąłem z niej pulsującego penisa i długimi strzyknięciami lałem biały sos wprost na brzuch Kate. Dziewczyna zsunęła się gwałtownie, jej piersi przejechały pod moją moszną i podstawiła pod bluzgającego spermą ptaka rozchylone usta. Nasienie zmieszało się z jej łzami, kilka porcji trafiło między wargi i jak ślina wsączyło się pod język. Kate rozprowadziła mój sok na podniebieniu, a potem połknęła go i wreszcie otworzyła oczy.
— Dzięki, John — szepnęła i popatrzyła na mnie zamglonym wzrokiem. — Kiedy będziesz mógł zacząć jeszcze raz ?
Przetoczyłem się na bok i oparłem głowę na ręce.
— Dziecko, może najpierw zjemy śniadanie ?
— John, John — powiedziała i przytuliła się do mojego brzucha rozpalonym policzkiem. Zlizała resztki spermy ze sterczącego nadal kutasa. — Zadzwonię po kelnera. Kawę, mam nadzieję, wypijemy bez śmietanki ?
— Niby dlaczego ?
— Bo mamy własną — roześmiała się całując mnie w czubek fiuta. — Nawet nie trzeba ketchupu do parówek.
Mówiąc to rozchyliła nogi i pokazała mi splamione krwią wnętrza ud. Klęknąłem, wysunąłem język i przekonałem się, że utracone dziewictwo Kate Rovandale ma słony smak. Jak łzy i krew.
Dodał: Joel L., 2006.04.19
czytano: 64709 razy

Oceń to opowiadanie:
Redakcja erotyczne-opowiadania.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

*nick:
e-mail:
*wynik:
wpisz wynik działania cztery dodać siedem
to zabezpieczenie przed robotami spamujacymi
*treść:
 
KOMENTARZE:
[c] Copyright 2005 Erotyczne-Opowiadania.pl // Wszelkie prawa zastrzeżone . Strona przeznaczona jest dla osób +18 Top