opowiadania erotyczne
opowiadania erotyczne
Home * Wykup abonament * Skontaktuj się *
opowiadania erotyczne, fantazje erotyczne erotyczne opowiadania, fantazje erotyczne
osób online: 1
1908 opowiadań w serwisie
OPOWIADANIA EROTYCZNE - najwyżej oceniane / najnowsze / najrzadziej oceniane | Dodaj opowiadanie
.
opowiadania erotyczne, fantazje erotyczne

4000 zniżek do restauracji, pizzerii i barów

Bezpłatna aplikacja mobilna grupująca zniżki, promocje, kupony rabatowe, oferty lunchowe i happy hours dostępne w lokalach gastronomicznych, restauracjach, pubach i kawiarniach na terenie całej Polski.

http://bistroclub.pl
 Przygoda w lesie
Opowiadanie te opisuje moje najgłębsze przeżycia a najlepsza akcja znajduję się na końcu,prszę więc o cieprliwe przebrnięcie przez wstęp i 1 rozdział.













Prolog

Potężny mag imieniem Arkanos, chcąc pokonać śmierć postanowił stworzyć "Miksture wiecznego życia", bo tylko wtedy udałoby mu się zrealizować swój cel - zawładnięcie światem. Jednak do sporządzenia tego magicznego napoju potrzebował części swojej duszy, lecz nikomu jeszcze nie udało się rozdzielić takowej na dwie części.
Bogowie wiedząc, że kiedyś ktoś będzie próbować dokonać tak strasznego czynu, postanowili nadawać niepowtarzalne imię każdej ze zsyłanych na ziemię dusz, w celu nie dopuszczenia do rozłączenia jej (na świecie nie mogły istnieć dwie dusze o takich samych imionach).
Nie mniej jednak do pewnego czasu...
Arkanos szantażował jednego z bogów, tym że, jeśli ten nie wyda mu imienia jego własnej duszy, będzie zabijać co miesiąc jednego z jego kapłanów, a ich moce staną się jego mocami. W końcu stanie się na tyle silny, by rzucić wyzwanie bogom i ich pokonać. Korron (tak nazywał się prześladowany bóg), wiedząc, że nie może pokonać maga, uległ mu.
Czarnoksiężnik mając to, czego pragnął, wrócił do swojej komnaty i zaczął proces rozdzielania duszy.
Trwało to dość długo, lecz Arkanos stracił zupełnie poczucie czasu, stawał się coraz bardziej podekscytowany.
Myślał Uda mi się, po tylu latach, w końcu tego dokonam! Był coraz bardziej pewny swego triumfu.
Jednakże w końcowej fazie przebiegu tego procesu coś się stało... Coś czego mag się nie spodziewał... Przestał panować nad swoimi mocami.
Czuł jak od środka jego dusza rozrywa się, nachodziły go na zmianę fale gorąca i zimna, nie mogąc znieść bólu osunął się na kolana,
złapał się za głowę i krzyczał.
Mdlał, lecz całkowicie nie mógł stracić przytomności, ponieważ jego magia podtrzymywała go przy świadomości...
Po pewnym czasie ból zaczął ustępować, jego czarnoksięskie moce rozpływały się. Czuł ulgę, ale nie miał sił... Sennym wzrokiem zobaczył jak z jego ciała wylatują trzy Zjawy : Czerwona, Biała, oraz Czarna.
Ostatkiem sił wyjął z wewnętrznej kieszeni swojego płaszcza, małą stalową fiolkę, otworzył ją i skierował w stronę Czarnej Zjawy, ta wrzasnęła (a był to przerażający wrzask który przenikał do szpiku kości) ujrzawszy, że jakaś siła wciąga ją w głąb flakoniku, chciała uciec, jednak nie mogła oprzeć się tej mocy i została wciągnięta do środka.
Pozostałe zjawy zobaczywszy to szybko poszybowały w różnych kierunkach, przeniknęły przez ściany i zniknęły...
Arkanos zamknął fiolkę, padł na kolana, a następnie na twarz, ogarnęła go ciemność... Usnął...



Rozdział I


W tym samym czasie do gospody "Szary kamień" wszedł okryty kapturem mężczyzna z łukiem i kołczanem na plecach, był dość wysoki, stawiał szybkie i długie kroki. Poprosił gospodarza o stolik w najciemniejszym kącie sali oraz o coś do jedzenia. Po chwili właściciel przyniósł drewnianą tacę z kawałkiem mięsa, pół bochenka lekko czerstwego chleba oraz kielich wina winogronowego, a następnie wrócił do swoich zajęć. Gość zjadł wszystko, wyjał z kieszeni małą oprawioną w skórę książeczkę i rzucił na nią okiem ale zobaczywszy, że jeden z ludzi siedzących kilka stolików dalej dziwnie się mu przygląda, pośpiesznie schował ją do kieszeni.
Tamten wstał od stołu zostawiając kolegów i podszedł do postaci w kapturze.
-Witam, widzę, że jesteś tu nowy.
-Tak, tylko przejazdem, postanowiłem wypocząć i niedługo znów wyruszam w drogę.
-Hmm, a może by tak szanowny pan zechciał wypocząć u nas w domu? Moja rodzina i ja lubimy przyjmować gości, od razu się dowiemy co tam słychać w świecie.
-Możliwe, że skorzystam w pańskiej oferty. Nazywam się Zekan - tu wstał i podał rękę.
-Miło mi, ja nazywam się Arutarow, ale mówią na mnie Arut. To może od razu pójdziemy do mnie?
-Dobra. - ruszyli w stronę drzwi, lecz usłyszeli za sobą wołanie gospodarza.
-Hejże, a gdzie zapłata za żarcie?!
Zekan wyjął z sakiewki jedną srebrną monetę i rzucił oberżyście. - Powinno starczyć-
-Teraz lepiej - zachrypiał właściciel i ruszył w stronę stolika, gdzie jeszcze przed kilkoma chwilami siedział przybysz, by posprzątać.

***

Szli ciemną, brukowaną uliczką, odgłosy z karczmy juz dawno ucichły i teraz słychać było tylko czasami, odgłosy matek wołających swoje dzieci do domu, ponieważ zapadała noc, rozmowy chłopów, którzy wracali z roli i świerszczy muzykujących w trawach.
-Skąd pochodzisz?- spytał Arutarow - Wiesz, to twoja sprawa ale...-
-Z Dewish...
-Ale to jest... ze sto dwadzieścia mil stąd!
-Tak, jestem poszukiwaczem przygód, teraz kieruje się na północ, do Ansyru, słyszałem pogłoski, że w okolicach tego miasta są ruiny jakiejś starej budowli, a w niej skarb nieumarłych rycerzy, którzy go strzegą, przynajmniej tak głoszą plotki... Jeden kupiec z mojego miasta zaoferował za jakąkolwiek rzecz z tego skarbu znaczną sumę pieniędzy, więc postanowiłem się tam wybrać i spróbować go odnaleźć.
-Odważny jesteś, że mówisz mi takie rzeczy, chociaż mnie nie znasz.
-Znam ludzi i umiem rozróżniać dobrych od złych i moim zdaniem nie masz złych zamiarów...- tutaj Zekan lekko się uśmiechnął, jednak Arut tego nie zauważył.
-Taaak, wiesz ja kiedyś byłem rycerzem, także dużo podróżowałem, tylko, że z moim oddziałem... To były czasy... Walki, przygody... Jeszcze gdzieś mam moją zbroję i miecz. Pokażę ci go, jak dojdziemy do mojego domu. Juz niedaleko. Oo za tym zakrętem, w tej uliczce. To tutaj. - Wskazał ręką na mały domek będący w średnim stanie, pokryty dachówkami, które jak się wydawało mogą w każdej chwili spaść, w domu paliły się już świece. - Chyba moja żona podaje kolację. Zechcesz zaczekać, ja tylko powiadomię ją, że dziś mamy gościa i potrzebne będzie jedno nakrycie więcej.-
Po chwili były rycerz wrócił i zaprosił Zekana do domu.
Przybysz, gdy wszedł do środka, ujrzał jak bardzo się mylił w stosunku do tego domu, mimo, iż z zewnątrz wyglądał on nieciekawie, w środku było bardzo przytulnie i miło. Ściany były drewniane, nasmarowane jakimś specyfikiem, który dodawał im blasku, w kącie stał stolik, a na nim wazon z kwiatami, dalej znajdowała się rzeźbiona szafa, na której spoczywały księgi i różne papiery. W przedsionku wisiało kilka portretów.
-Jak się domyślam, są to twoi przodkowie?
Arutarow przytaknął i ruszyli w głąb korytarza. Wtedy poszukiwacz przygód poczuł zapach, pieczonych ziemniaków. Wkraczając do jadalni przywitał się z żoną gospodarza i usiadł na krześle. Po chwili usłyszał hałas i do pomieszczenia wbiegło dwoje dzieci, w wieku około pięciu lat. Za nimi wkroczył juz starszy chłopak mający około szesnaście wiosen.
-Oto moja rodzina- rzekł -Moja żona Azuna, najstarszy syn He`rac, młodszy syn Wantu i moja córka Marana. A to jest pan Zekan, pochodzi z Dewish, zajmuje się poszukiwaniem przygód - Gdy skończył to zdanie, Zekan zauważył błysk w oku najstarszego syna, ale nic nie powiedział, tylko skinął głową, a następnie dodał : -Jestem elfim łucznikiem.
-O, tego mi nie mówiłeś, jesteś elfem? Nie poznałem, bo odkąd cię zobaczyłem, byłeś cały czas w kapturze. Rzadko w tych stronach widzi się kogoś z twojej rasy.
-Nie mówiłem ci, że jestem elfem, bo nie pytałeś - odpowiedział z lekką ironią Zekan, poczym ściągnął kaptur, odsłaniając szpiczaste uszy oraz delikatne rysy twarzy, jakie charakteryzują elfów.
-No dobrze, siadajcie do stołu, zaraz podam kolację.- powiedziała pani domu, przerywając ich rozmowę.
-Nie, nie trzeba, ja już jadłem w gospodzie.- Odparł na to Zekan
-A tam w gospodzie, nie ma jak kolacja w rodzinnym gronie!

***

Po kolacji Arut zaprowadził elfa do jego pokoju, życzył mu dobrej nocy i udał się do siebie.
Zekan rozglądnął się po pokoju. Była to mała izba z oknem na ulicę, w której mieściło się jednoosobowe łóżko, szafka, na której stała zapalona świeca, po lewej stronie stało biurko, na którym leżały różne akcesoria, na podłodze rozłożony był dywan, zaś w kącie kryła się misa z czystą wodą. Przez pewien czas łowca przygód przyglądał się temu wszystkiemu, po czym rzucił się na łóżko i zasnął.
W środku nocy coś go obudziło, jakiś szelest.
-Co? Kto tu jest?- pytał i rozglądał się wokoło, a jego ręka odruchowo powędrowała w stronę sztyletu, który był ukryty pod poduszką.
-Nie bój się, to tylko ja.- odpowiedział szeptem czyjś głos.
Jaki ja? Zekan miał zadać już to pytanie, lecz wtem z cienia wyłoniła się postać. Wtedy rozpoznał. Był to najstarszy syn Aruta.
-Co tu robisz?
-Przepraszam, że cię niepokoję o tak późnej porze... Lecz gdy usłyszałem, że jesteś poszukiwaczem przygód... Nie mogłem wytrzymać, juz dawno chciałem odejść z domu, szukać ciekawych przeżyć. Ale teraz nadarza się prawdziwa okazja... I właśnie chciałbym cię zapytać, czy : mógłbym wyruszyć z tobą w świat?
Zekan umilkł, po pierwsze nie sądził, że może mieć gościa tak późno, po drugie nie spodziewał się takiego pytania.
-Eee nie.. nie wiem... nie spodziewałem się... Wiesz, zawsze podróżowałem sam. A co na to twoi rodzice?
-O niczym nie wiedzą, ale proszę zgódź się!
-Musze to przemyśleć, a teraz idź do swojego pokoju, jutro dam ci odpowiedz, ale będzie to zależało również od zdania twoich rodziców.
-Domyśliłem się. Dobrze, jeszcze raz przepraszam, że cię niepokoiłem. Dobrej nocy.
I wyszedł, a elf juz rozbudzony, został sam na sam ze swymi myślami.

***

Od rana w domu było gwarno. Przybysz domyślił się, że najstarszy syn powiedział rodzicom o swoich zamiarach. Gdy zszedł do jadalni, od razu przywitał go Arut.
-Witam, jak się spało - spytał z udawanym spokojem
-Dobrze, dziękuje - odpowiadając spojrzał z ukosa na He`raca, ten tylko kiwnął głową. -Więc, juz wiecie o planach syna?-
-Tak... Nie spodziewaliśmy się tego, a ty skąd o tym wiesz?
-Aa pytał mnie wczoraj, ale powiedziałem, że to zależy od waszej decyzji...
-A co ty o tym sądzisz, Zetanie, miałeś dać mi dziś odpowiedź. - Stwierdził He`rac.
-Moim zdaniem - Zaczął elf - Mógłbyś ze mną podróżować. Towarzystwo zawsze może się przydać, tylko jeślibyśmy wyruszyli, musiałbyś się mnie słuchać i nie wpadać za często w jakieś tarapaty...Dokończył poważnie łowca przygód.
-Ojcze, pozwól mi iść w świat... Wrócę, jeśli tylko nadarzy się taka okazja. Sam mi opowiadałeś, że juz w wieku piętnastu lat wyruszyłeś na poszukiwanie przygód, a dwa lata później zaciągnąłeś się do wojska. Będę wam wysyłać listy...
-Co o tym sądzisz, Azuno?
-Pozwólmy mu... Chyba czas, by chłopak się usamodzielnił.
-Dobrze, możesz iść... Lecz teraz chodź ze mną do mego pokoju.- Mówiąc to Arut wyszedł z jadalni, a w ślad za nim poszedł jego syn, wzruszając ramionami, gdy napotkał na sobie wzrok Zetana.
Gospodyni podeszła do szafki z różnymi garnkami i wyjęła z jednego skórzaną sakiewkę.
-Trzymaj, to przyda wam się w podróży. - mówiąc to wręczyła ją elfowi.
-Ale ja... Ja nie mogę tego przyjąć. Poza tym mam trochę pieniędzy.
-To jest na utrzymanie naszego syna i za pobieranie nauk od ciebie
Zekan podziękował, skłonił się na znak pożegnania i wyszedł przed budynek. Po kilkunastu minutach w progu zjawił się He`rac ze swoją rodziną, która to, żegnała go czule.
-Szczęśliwej podróży! I pilnuj go! - krzyczeli za nimi, gdy ruszyli juz w drogę.
-Dzięki za wszystko i obiecuje, że go przypilnuję!
I potem zrobił mu pałę
Dodał: Gorąca odbytnica, 2010.08.03
czytano: 2296 razy

Oceń to opowiadanie:
Redakcja erotyczne-opowiadania.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy

*nick:
e-mail:
*wynik:
wpisz wynik działania cztery dodać siedem
to zabezpieczenie przed robotami spamujacymi
*treść:
 
KOMENTARZE:
[c] Copyright 2005 Erotyczne-Opowiadania.pl // Wszelkie prawa zastrzeżone . Strona przeznaczona jest dla osób +18 Top